Zdjęcie: Fabio Polimanti Flickr.com
13-10-2026 09:30
Kolejny tydzień przyniósł nie tylko potwierdzenie konstatacji literackiej, ale również pokazał chwilę i miejsce, w którym znajduje się każde z państw dawnego konstruktu geopolitycznego. Nasz rodzimy kraj sworzniowy popadł w amok kwestii bezpieczeństwa i wychowania młodych ludzi, z czego Moskwa zapewne wyciągnie własne wnioski. Dyskusje objęły przecież nie tylko władze kraju, ale stały się tematem zażartych dyskusji rodzinnych, a nawet ulicznych.
Notabene, nie popadając w manierę rządowych ostrzeżeń, warto zauważyć, iż jak zwykle ta sytuacja jest kumulacją wielu przyczyn, zaczynając od społecznych, edukacyjnych, a kończąc na ekonomicznych i medialnych.
A nawet jeżeli rzeczywiście okazałoby się, iż inspiracja tragicznych wydarzeń pochodziłaby z zewnątrz, to jej zakładane efekty mogły być wielorakie. Od wzbudzenia poczucia braku bezpieczeństwa społecznego (co faktycznie się stało), poprzez wywołanie zamieszania w służbach, aż po ciekawą korelację czasową z niedawnym zaproszeniem przez prezydenta Karola Nawrockiego do debaty na temat rodzimego podejścia do broni. Jednak to co rzuciło się w oczy to błyskawiczny wzrost działań dezinformacyjnych w tym temacie, co w mojej ocenie, powinno być przedmiotem analizy. Tymczasem pozostają tylko luźne spekulacje, niemniej problem społeczny wymaga rozwiązania.
W tym miejscu chcę przypomnieć bardzo niepopularną obecnie opinię. Kilka lat temu pisałem o podcinaniu kolejnego filaru suwerenności, na którym opiera się państwo, czyli religii. Tradycja "Kulturkampf 2.0" trzyma się nadal mocno, wykorzystując każdy błąd.
"Z perspektywy chrześcijańskiego pojmowania polityki, to państwu powinno zależeć na zapewnieniu przestrzeni dla oddziaływania religii. Skoro bowiem „znajomość prawa wpisanego w serce człowieka zwiększa się wraz z rozwojem sumienia”, to „pierwszą troską wszystkich, a zwłaszcza tych, którzy mają jakąś publiczną odpowiedzialność, powinno być sprzyjanie dojrzewaniu sumienia”(...).W najprostszym rozumieniu Kościół czyni to poprzez formację ludzi do stawiania Boga na pierwszym miejscu i wybierania dobra. Wskutek „podwójnego obywatelstwa” każdego chrześcijanina, religia wychowując otwartych na Boga, prawych ludzi, wychowuje państwu obywateli nie tylko prawych, ale zdolnych do poszukiwania rozwiązań wykraczających poza polityczne kalkulacje, choć biorących je pod uwagę. " - na łamach "Teologii Politycznej", cytowana jest praca dr. hab. Michała Gierycza (UKSW) pod tytułem "Po co państwu religia?". Choć mowa tylko o polityce, to ma to przecież szersze znaczenie społeczne.
Swoisty posmak dla całości nadaje też kolejna już w ostatnim czasie, prowokacyjna szarża rosyjskiego ambasadora, w postaci krytyki działań prezydenta RP. Na nieco podobnym etapie znajduje się Mołdawia, która pomimo "rozważań", na tę chwilę nie zdecydowała się na wydalenie rosyjskiego szefa ambasady w swoim kraju.
Mołdawia jest zresztą od wielu tygodni dla Rosji swoistym laboratorium doświadczalnym, testowanym za pomocą wlotów, przelotów, a wreszcie upadków dronów i rakiet. Nagły wzrost liczby tego typu wydarzeń w minionych miesiącach to wskazówka, dla pozostałych państw naszego regionu. Zresztą mieszkańcy naszych dwóch (a nawet trzech, jak zauważą złośliwcy) województw zaczynają czuć podobny powiew "ruskiego świata".
Tymczasem nasz najstarszy sojusznik w regionie byłej I Rzeczpospolitej, czyli Litwa, aktywnie działa na rzecz zbliżenia z Polską. Wspólny projekt "Harmony Link" to kolejna energetyczna cuma, zabezpieczająca nie tylko Litwę, ale również Łotwę i Estonię. Natomiast szczególnie cieszą rozmowy wojskowe na najwyższym szczeblu. Opublikowane komunikaty to jedno, druga rzecz to wnioski z samego faktu wypływające. Czas rozmów jest zapewne nieprzypadkowy. Następne incydenty graniczne na Łotwie, panika mobilizacyjna w eksklawie i związane z tym wysłanie wsparcia wojskowego nad granicę z rosyjskim regionem, a wreszcie ostatecznie niepotwierdzone informacje o ulokowaniu bazy US Army w naszym kraju, to tylko te najważniejsze tematy minionych dni. Tematy dotyczące dawnych, jak i obecnych sprzymierzeńców.
I choć litewski premier polecił szukanie możliwości budowy bazy dla wojsk USA nad Niemnem, to mapa wojskowa i warunki polityczne wskazują raczej na pozostawienie modelu rotacyjnego obecności Amerykanów nad Wilią i Niemnem.
Z kolei Estonia tym razem już wyraźnie zdecydowała się skrytykować ruch prezydenta Trumpa w odniesieniu do chwilowego - podobno - zawieszenia sankcji na rosyjską ropę. Czy to właśnie owe sankcje były kluczem niedawnej wizyty szefa CIA w Moskwie, pozostaje w domyśle nie tylko dyplomatów. Ale ważniejszy niż wniosek Prusa, jest obecne znaczenie tej decyzji dla naszego regionu.
"Prezydent USA Donald Trump i prezydent Rosji Władimir Putin zawarli porozumienie kosztem bezpieczeństwa Europy. Konsekwencje tego porozumienia pokryją krwawo Ukraińcy, a reszta Europy, przynajmniej początkowo, zapłaci pieniędzmi, aby Ukraina mogła kontynuować walkę. Jest prawdopodobne, że nie będzie to ostatnie porozumienie, jakie USA będą próbowały zawrzeć z Rosją, a przyszłe umowy również zagrożą Europie, w której tak mały kraj jak Estonia może być wolny i suwerenny.(...) Europa może wkrótce stanąć przed wyborem: czy zaangażować się w negocjacje w sprawie porozumienia przypominającego nowe Monachium czy Jałtę, czy pozostać na uboczu i skupić się na zapobieżeniu takiemu porozumieniu." - napisała Kristi Raik, szefowa estońskiego ICDS, na gorąco komentując amerykańską decyzję. Dla Raik, jedną z dróg do poprawy sytuacji jest jak najszybsze włączenie Ukrainy w zachodnie struktury bezpieczeństwa.
"Niektóre momenty w historii stają się punktami zwrotnymi. Amerykański zakup rosyjskiego diesla jest jednym z nich. Pokazuje, że administracja nie dostrzega neokolonialistycznych celów Rosji ani tego, co jest na szali. Przyniesienie pokoju Ukrainie nie polega na „zrobieniu interesu”; chodzi o zabezpieczenie Europy. Stany Zjednoczone poczyniły poważną ustępstwo wobec Rosji, nie uzyskując przy tym wzajemności od Putina. To stawia nas w niekorzystnej pozycji w ewentualnych przyszłych negocjacjach pokojowych z Moskwą na temat Ukrainy. Zwiększa to również zamieszanie w kraju co do roli, jaką Stany Zjednoczone zamierzają odegrać w zakończeniu tego konfliktu.(....) Ta decyzja – niezależnie od jej krajowego uzasadnienia politycznego w kontekście zbliżających się wyborów uzupełniających – dodatkowo obciąża relacje Waszyngtonu z Kijowem i europejskimi stolicami oraz rodzi pytania dotyczące dalszego amerykańskiego wsparcia politycznego i wojskowego dla Ukrainy. Ogólnie rzecz biorąc, wysyła niewłaściwy sygnał." - niemal wtóruje estońskiej ekspertce, prof. Andrew A. Michta.
"Republikanie coraz poważniej obawiają się katastrofy wyborczej w listopadzie. Trump szuka więc sposobów by zmotywować swój elektorat sprzed dwóch lat. Jeździ po kraju, obiecuje 5000 dolarów każdemu dorosłemu, jeśli republikanie wygrają i stara się pokazać, że coś robi w kwestii paliw. Rozważał zakaz eksportu diesla z USA, teraz jest ugoda z Rosją. Na tym etapie nie chodzi już nawet o to, żeby wyborcom realnie poprawiło się przed wyborami - ważne, że pojawia się perspektywa, która uzasadni zagłosowanie na republikanów jeszcze ten jeden raz, nawet z zaciśniętymi zębami.Trump wyżej stawia więc własny interes wyborczy, niż interes Ukrainy. Zaskakujące? Niespecjalnie. Czy to oznacza, że musiał Rosji zaproponować coś w zamian? A czy możliwość eksportowania diesla i powiązania Amerykanów z bezpieczeństwem rosyjskich rafinerii nie wystarczy? Bo trzeba pamiętać, że od kilku tygodni Trump wzywa Kijów do ograniczenia ataków, ze względu na koszty dla światowej gospodarki. Teraz te wezwania mogą przybrać formę ultimatów. Ataki na rosyjskie rafinerie będą uznawane wprost za uderzenie w interes USA." - wyjaśnia wspomniany wyżej wątek polityczny, Andrzej Kohut, ekspert OSW.
Dla kontekstu warto przy tym wspomnieć, że te wszystkie zdarzenia wpisują się w obraz rozchwiania systemu bezpieczeństwa, w tym Narodów Zjednoczonych. "Pierwszy dzień debaty przyniósł wspólną diagnozę rozpadu porządku. Drugi przyniósł spór o to, czy ONZ warto w ogóle naprawiać. Premier Rwandy Justin Nsengiyumva stwierdził, że Organizacja lepiej reaguje na kryzysy, niż im zapobiega, i że instytucje zdobywają legitymację nie obietnicami, lecz wynikami. Prezydent Czarnogóry Jakov Milatović przypomniał, że w 2025 roku toczyło się 65 konfliktów zbrojnych, najwięcej od 1946 roku, a zginęło w nich ponad 240 tys. osób. Między odrzuceniem Mileia a obroną Sáncheza większość mówców zajęła stanowisko warunkowe. ONZ ma wartość o tyle, o ile przynosi rezultaty, a coraz więcej państw ocenia ją według tego, co daje im samym." - zauważa Maciej Dachowski dla Instytutu Pułaskiego, na temat minionego Zgromadzenia Ogólnego ONZ.
Od dłuższego czasu, odnoszę obywatelskie wrażenie, że realnymi gwarantami wolności państw regionu, jesteśmy my sami, nasza determinacja i upór. Cały kłopot polega na tym, iż los nas wszystkich leży na szali wagi, nad którą nadal nie mamy kontroli.