Zdjęcie: Flickr
28-07-2026 08:14
Estoński resort obrony podchodzi z dystansem do propozycji parlamentarzystów, która ma ułatwić włączanie obywateli państw członkowskich Sojuszu Północnoatlantyckiego w krajowy system obronny. Choć sam pomysł pozyskania wsparcia ze strony sojuszników nie budzi zastrzeżeń, tak przygotowany projekt budzi spore obawy pod kątem procedur weryfikacyjnych oraz przygotowania wojskowego ochotników.
Projekt przepisów wniesiony przez grupę 53 posłów zakłada, że pełnoletni obywatele krajów NATO należący do Ligi Obrony i składający wojskową przysięgę mogliby dobrowolnie przyjąć obowiązek służby oraz objąć stanowiska przydzielane na czas konfliktu. Inicjatorzy reformy zaznaczają, że regulacja nie oznacza wprowadzenia powszechnego poboru dla obcokrajowców, a cała procedura ma opierać się wyłącznie na indywidualnym wniosku zainteresowanego i późniejszej zgodzie odpowiedniego urzędu.
Urzędnicy zwracają uwagę na konieczność dokładnego przeanalizowania zakresu odpowiedzialności, gwarancji socjalnych oraz uprawnień nowo przyjmowanych osób. Istotnym problemem pozostaje także brak dostatecznych narzędzi do prześwietlania przeszłości obcokrajowców. Istnieje ryzyko, że do systemu trafią osoby powiązane ze środowiskami przestępczymi, ekstremistycznymi lub stwarzające zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa, o których lokalne służby mogą nie posiadać pełnych informacji.
„Warto podkreślić, że ministerstwo obrony w pełni popiera samą ideę angażowania obywateli państw sojuszniczych w obronność Estonii. Nie możemy jednak poprzeć zaproponowanego rozwiązania, które wymaga znacznie głębszego przemyślenia i dopracowania. Nie możemy nakładać zadań na czas wojny na członków wspierających Ligi Obrony, którzy nie posiadają niezbędnego przeszkolenia i nie spełniają wymogów zdrowotnych. Jest to niebezpieczne zarówno dla samej osoby, jak i dla wykonania powierzonego zadania” – powiedział zastępca szefa departamentu komunikacji strategicznej estońskiego ministerstwa obrony Roland Murof.