Zdjęcie: Pixabay
13-09-2026 10:00
Białoruska działaczka polityczna i społeczna z początku XX w., Paulina Miadziołka, jest jedną z nielicznych, którym udało się umknąć z Wielkiego Terroru lat 1937–1938. Jej losy były fascynujące. Rewolucjonistka, działaczka narodowa, pedagożka. Przyjaciółka poety Janki Kupały. Pracownica sowieckiej ambasady w Berlinie. Białoruska femme fatale, porównywana do słynnej Maty Hari.
„Cela jednoosobowa jest ciemna i wąska jak grób. Brudne ściany, chyba nigdy nie bielone, pokrywają plamy pleśni. Głęboko w murze, wyżej niż wzrost człowieka, znajduje się małe okienko z żelaznymi kratami, przez które z trudem przedostaje się światło dzienne. Na wąskim żelaznym łóżku leży siennik z papierowego workowego płótna, przetłuszczony od brudu i tak cienki, że wyraźnie odznaczają się pod nim żelazne pręty. Z tego samego materiału wykonana jest brudna, płaska słomiana poduszka. Nie ma ani prześcieradła, ani poszewki” – tak pod koniec życia pobyt w polskim więzieniu w latach 20. XX w. wspominała Paulina Miadziołka.
Artykuł Antoniego Radczenki na łamach "Kuriera Wileńskiego" - link do całości w źródle