Zdjęcie: Pixabay
21-08-2026 13:41
Wystąpienie byłego ministra obrony Mychajła Fedorowa, który wzywał do niedopuszczenia, by Rosja narzucała Ukrainie terminarz wyborczy, wywołało szerokie poruszenie w Kijowie i zostało powszechnie zinterpretowane jako próba uruchomienia kampanii wyborczej.
Wystąpieniu towarzyszyły istotne rozstrzygnięcia w parlamencie – Rada Najwyższa zatwierdziła Jewhena Chmarę na stanowisku nowego ministra obrony poparciem 312 deputowanych. Tak wysoki wynik głosowania był, zdaniem obserwatorów, częściowo reakcją obozu władzy na polityczną szarżę Fedorowa.
Przedstawiciele Biura Prezydenta Wołodymyra Zełenskiego określili ruch byłego szefa resortu obrony mianem „politycznego falstartu”, argumentując, że w warunkach ciągłych ataków rakietowych organizowanie głosowania jest nierealne. Chłodno do inicjatywy podeszły również ugrupowania opozycyjne oraz środowiska antykorupcyjne, zarzucając politykowi próbę przekucia niezadowolenia społecznego we własny kapitał. Dodatkowe kontrowersje wzbudziły doniesienia o planowanej wizycie Fedorowa w USA – podczas gdy brytyjski „The Guardian” sugerował próbę uzyskania poparcia Waszyngtonu dla organizacji wyborów, jego biuro prasowe kategorycznie zapewniło, że wyjazd dotyczy wyłącznie pozyskiwania zasobów na projekty z zakresu technologii obronnych.
Sytuację na szczytach władzy dodatkowo skomplikował nowy wątek afery korupcyjnej ujawniony przez Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU). Śledztwo – stanowiące odprysk operacji "Midas" – dotyczy zastępczyni szefa Biura Prezydenta Iryny Mudrej i jej udziału w próbie zalegalizowania funduszy na kaucję dla byłego ministra sprawiedliwości Hermana Hałuszczenki.
Wokół samej koncepcji przeprowadzenia wyborów w warunkach wojennych narasta jednak powszechny opór ze strony analityków, publicystów oraz dyplomatów, którzy ostrzegają przed paraliżem państwa. Wskazują oni na niemożność zagwarantowania praw głosowania milionom przesiedleńców oraz wojskowym walczącym na linii frontu, a także na ograniczenia technologiczne aplikacji „Dija”, do której dostęp jest utrudniony na obszarach objętych walkami. W debacie publicznej pojawiają się również ostrzeżenia historyczne nawiązujące do lat 1917–1921, kiedy próby organizacji wyborów w czasie rosyjskiej agresji osłabiły władzę i przyczyniły się do utraty niepodległości. W efekcie pomysły przeprowadzenia głosowania pod ciągłym ostrzałem rakietowym są postrzegane nie jako przejaw demokracji, lecz jako niebezpieczny ruch zagrażający stabilności państwa oraz jego relacjom z partnerami zachodnimi.