Zdjęcie: Pixabay
01-06-2026 14:35
W Mołdawii coraz wyraźniej widoczny jest niedobór pracowników, jednak kraj nie stoi przed ryzykiem masowego napływu migrantów zarobkowych. Taką ocenę przedstawiła prezydent Maia Sandu, odnosząc się do dyskusji dotyczących ewentualnego uzupełniania braków kadrowych siłą roboczą z zagranicy.
Prezydent Sandu powiedziała, że brak rąk do pracy wynika m.in. z poziomu wynagrodzeń, które nie odpowiadają oczekiwaniom wielu potencjalnych pracowników. Jednocześnie podkreśliła, że brak pracowników nie powinien być utożsamiany z ryzykiem masowej migracji, które jej zdaniem jest nieuzasadnione.
Prezydent przypomniała, że Mołdawia otworzyła rynek pracy dla obywateli Unii Europejskiej, co uzasadnia dużą liczbą Mołdawian zatrudnionych w państwach wspólnoty. Jednocześnie zaznaczyła, że obywatele UE nie stanowią grupy, która masowo chciałaby podejmować pracę w Mołdawii, a zatrudnianie cudzoziemców spoza Unii jest kontrolowane przez odpowiednie instytucje państwowe.
Sandu podkreśliła również, że priorytetem władz pozostaje zapewnienie zatrudnienia obywatelom kraju, przy jednoczesnym, kontrolowanym uzupełnianiu braków kadr tam, gdzie lokalny rynek pracy nie jest w stanie ich zaspokoić. Zwróciła także uwagę na konieczność zachowania szacunku wobec pracowników zagranicznych, wskazując, że wykonują oni pracę na równych zasadach i często za niższe wynagrodzenie.
W tle tych wypowiedzi pojawiają się również szacunki przedstawicieli rządu, według których dla osiągnięcia poziomu produktywności zbliżonego do standardów Unii Europejskiej Mołdawia potrzebowałaby około 300 tysięcy dodatkowych pracowników, zwłaszcza w przemyśle, IT i rolnictwie.