Zdjęcie: Flickr
05-10-2026 08:10
Szef mołdawskiego parlamentu Igor Grosu nie wyklucza wydalenia z kraju rosyjskiego ambasadora Olega Ozerowa, co jest efektem serii wlotów rosyjskich dronów i rakiet w krajową przestrzeń powietrzną. Zmasowane ataki Rosji na Ukrainę w pierwszych dniach października doprowadziły do rozbicia dronów i eksplozji w kilku mołdawskich rejonach, wywołując ostrą reakcję dyplomacji. Rosyjski dyplomata został po raz drugi w ciągu tygodnia, wezwany do ministerstwa spraw zagranicznych, gdzie wręczono mu oficjalną notę protestacyjną z kategorycznym żądaniem poszanowania suwerenności państwowej.
Przewodniczący parlamentu ujawnił, że Ozerow w nieformalnych wypowiedziach dopuścił możliwość, iż naruszające granicę maszyny należą do Rosji, jednak nie wyraził z tego powodu skruchy. „Wszystko jest możliwe. Z jego ust padło już sformułowanie, w którym przyznał, że mogą to być ich drony. Zapomniał tylko przeprosić. To bardzo brzydkie, pachnie imperializmem, wybaczcie, ale nie znajduję innego słowa, i jest po prostu bezczelne” – podkreślił Igor Grosu. Głos w sprawie zabrała również prezydent Maia Sandu, stanowczo potępiając działania, które stanowią bezpośrednie zagrożenie dla życia i bezpieczeństwa cywilów.
Kulminacja incydentów nastąpiła 3 października rano, kiedy to mołdawskie systemy radarowe zarejestrowały całą serię przelotów. Jak precyzuje minister obrony Anatolie Nosatii, granicę przekroczyły wówczas trzy rakiety oraz dwa drony, a niedługo później wykryto szósty obiekt nadlatujący od strony ukraińskiej Odessy, który opuścił mołdawskie niebo po około minucie. W ciągu zaledwie 35 minut doszło do pięciu eksplozji w rejonach graniczących bezpośrednio z ogarniętą wojną Ukrainą. Szczątki maszyn spadły na pola i plantacje, wywołując między innymi pożar roślinności oraz uszkodzenia budynków w Crocmaz, choć na szczęście obyło się bez ofiar w ludziach.
Trwające naruszenia granic to w dużej mierze efekt wykorzystywania przez rosyjską armię stosunkowo nowego typu uzbrojenia, znanego jako „Banderol” lub S8000. Ta wystrzeliwana z Krymu odrzutowa amunicja krążąca, łączy cechy drona i pocisku manewrującego, używana jest na froncie od wiosny 2025 roku. Maszyny rozwijają prędkość ponad 500 kilometrów na godzinę przy zasięgu sięgającym 500 kilometrów, a wyposażone w 114-kilogramową głowicę stanowią cel zmuszający do zużywania cennych pocisków przeciwlotniczych. Obecny kryzys dyplomatyczny to kontynuacja napięć z 30 września, kiedy to w mołdawską przestrzeń wleciały trzy odrzutowe bezzałogowce, z których dwa ostatecznie rozbiły się i eksplodowały na ziemi.