Zdjęcie: RKB
21-03-2026 12:00
Od blisko roku brak było wiarygodnych informacji o losie Andżeliki Mielnikowej, jednak w ostatnich dniach w mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia, które rzekomo przedstawiają ją podczas ćwiczeń w jednej z siłowni w Mińsku. Fotografie wzbudziły wątpliwości co do autentyczności, co skłoniło dziennikarzy "Naszej Niwy" do podjęcia prób bezpośredniego kontaktu z jej rodziną.
Podczas próby rozmowy z byłym mężem Mielnikowej pod numerem przypisanym do niego odezwała się kobieta, zapowiadając przekazanie telefonu, jednak po chwili połączenie zostało przerwane, a kolejne próby kontaktu pozostały bez odpowiedzi. Nie udało się również porozmawiać z jej matką, natomiast ojciec kobiety przekazał, że według jego wiedzy córka przebywa w Białorusi i nic jej nie zagraża.
Jak relacjonował, „wiem, że jest w Białorusi, i to już od dłuższego czasu. Nie zniknęła, o ile mi wiadomo, żyje i jest zdrowa. Dzieci prawdopodobnie są z nią, choć dawno ich nie widziałem”. Dodał także, że ostatni kontakt miał z córką zimą, a rozmowy odbywają się sporadycznie, zawsze z numeru ukrytego. „Powiedziała mi: nie dzwoń do mnie, ja sama będę się odzywać” – przytoczył jej słowa.
Z wcześniejszych ustaleń wynika, że Mielnikowa opuściła Polskę 26 lutego 2025 roku i udała się do Londynu. Dzień wcześniej zarezerwowała pokój w luksusowym hotelu na Sri Lance, gdzie przebywała już wcześniej. Między 28 lutego a 7 marca mieszkała tam razem z dziećmi, po czym udała się do Dubaju. Od tego momentu nie udało się ustalić jej dalszych losów, a 25 marca przestała się kontaktować z otoczeniem.
Białoruska Rada Koordynacyjna informowała ponadto, że w połowie marca z jej konta pobrano dokumenty związane z działalnością organizacji. W tym samym okresie, według ustaleń grupy cyberpartyzantów, Mielnikowa miała przelać ponad 150 tysięcy dolarów z funduszu Białoruś Liberty na własne konto. Pojawiły się też informacje, że przed zaginięciem podróżowała na Kubę i Sri Lankę w towarzystwie osoby powiązanej z białoruskimi służbami specjalnymi.