Opinie Komentarze Analizy

Wola, a bezpieczeństwo

Zdjęcie: Pixabay

Wola, a bezpieczeństwo

Michał Mistewicz

10-02-2026 09:30

"Po tych krwawych walkach Skrzynecki wziął komendę nad wojskiem wsławionym już dziełami niezrównanego męstwa, ale bardzo strudzonym, w części rozbitym. Nie miał on wielkiej ufności w dalsze powodzenia naszego oręża. Zaszczyt, który jego najmłodszego z jenerałów, spotkał, nazwał cierniową koroną." - pisał o gen. Janie Skrzyneckim, dyktatorze Powstania Listopadowego, Maurycy Mochnacki, trybun owego zrywu. "Skrzynecki w przeciwieństwie do Chłopickiego stale głosił, że po to wziął władzę, aby walczyć i zwyciężać. Tylko ani nie chciał walczyć, ani nie chciał zwyciężać." - tak niemal dwa wieki później oceniał kunktatorską postawę wodza, historyk Jerzy Mikke. Do tego wątku jeszcze wrócę.

Kończąc ubiegłotygodniowy wątek białoruskiej opozycji demokratycznej, nie sposób nie dostrzec kolejnych ruchów politycznych w tym środowisku. Swiatłana Cichanouska oceniając ostatnie pięciolecie działania sił demokratycznych wymieniała trzy główne błędy. Wskazała tutaj na plan „Pieramoha”, z którym wiązano bardzo duże nadzieje, które się nie spełniły. Przypomnę, że chodziło o  powołanie białoruskiego „pospolitego ruszenia” na emigracji. Cichanouska za możliwy błąd uznała też niewystarczającą pracę z litewskim społeczeństwem, co pozwoliło utrwalić się negatywnym narracjom i propagandzie, prowadzącym do pogorszenia nastawienia Litwinów wobec Białorusinów - tutaj kłania się wspomniany wątek litwinizmu.

Jako trzeci problem szefowa ZGP wskazała fakt, że część dyskusji wewnątrz ruchu demokratycznego przeradza się w publiczne, ostre konflikty. Jej zdaniem - a wyraziło to bardziej ostro i dosadnie - negatywnie wpływa to na nastroje społeczne, odciąga uwagę od głównego celu i skupia energię na drobnych sporach.

I potwierdzając ten trzeci wątek, rozległy się głosy sprzeciwu, oczywiście  autora planu "Pieramoha", Aleksander Azarau, który w ostrych i raczej żenujących porównaniach ad personam, odpowiedział pięcioma błędami ZGP. Chodzi o sprawę „Czarnej księgi Białorusi”, włamanie do bota „Białoruskiego Hajuna”, wspólną akcję Biura i inicjatywy „BELPOL”, podczas której na ekranach wideo w Białorusi wyemitowano wystąpienie Swiatłany Cichanouskiej (co doprowadziło do aresztowań i zwolnień kilku osób), a także projekt „paszportu Nowej Białorusi”, wokół którego pojawiły się pytania o możliwe naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych RODO oraz o przejrzystość finansową. Nie rozwijając dalej tych tarć w białoruskiej opozycji, które żywo przypominają nasze emigracyjne polemiki z londyńskich "Wiadomości", czy paryskiej "Kultury", warto odnotować inne słowa.

Sekretarz Rady Koordynacyjnej Iwan Kraŭcoŭ, zwrócił uwagę na konieczność przemyślenia przyszłości całego systemu białoruskich sił demokratycznych. Jak zauważył, w ostatnich latach zaszły istotne zmiany: pojawili się nowi politycy, dochodzi do zwolnień więźniów politycznych, a kontekst geopolityczny uległ wyraźnej transformacji. W tej sytuacji, według Kraŭcowa, „być może nadszedł moment, by siły demokratyczne jako całość przeorganizować”. Jego zdaniem dyskusja ujawniła przede wszystkim, że białoruski ruch demokratyczny może stanąć przed nowym etapem rozwoju, wymagającym innego modelu współpracy i zarządzania. Moim zdaniem warto teraz sobie zadać pytanie, o wpływ ostatnich wydarzeń na takie głosy.
 
Tymczasem ostatnie dni w naszej przestrzeni to kolejna burza w szklance wody, wywołana klasyczną zabawą ekspertów od mapy i ekierki, co kiedyś, jako żołnierze, dosadnie komentowaliśmy w rembertowskiej AON. Myślę, że nawet dla cywilnego laika, bez tych rewelacji jest jasne, że sytuacja geostrategiczna jest bardzo ciężka. Chociaż zakładane w tej symulacji wykorzystanie pretekstu kryzysu humanitarnego w rosyjskiej eksklawie królewieckiej uważam za bardzo prawdopodobne, to już pozostałe wnioski są znów bardziej wróżeniem z fusów.

"Ostatecznie Niemcy okazały się niezdecydowane, a Polska, mimo mobilizacji, nie wysłała wojsk przez granicę na Litwę. Niemiecka brygada, która już stacjonowała na Litwie, nie interweniowała, częściowo dlatego, że Rosja używała dronów do minowania dróg prowadzących z jej bazy. „Odstraszanie zależy nie tylko od możliwości, ale także od tego, co wróg myśli o naszej woli. W tej grze wojennej moi „rosyjscy koledzy” i ja wiedzieliśmy: Niemcy będą się wahać. A to wystarczyło, by wygrać” – powiedział Franz-Stefan Gadi, analityk wojskowy z Wiednia, który wcielił się w rolę szefa rosyjskiego sztabu generalnego." - czytamy w ukraińskim omówieniu, który podkreśla, że  w ćwiczeniu wzięto pod uwagę liczbę zaledwie 15 tysięcy rosyjskich żołnierzy.

Oczywiście suchej nitki na owych wynikach nie pozostawili sojusznicy z regionu. "Litewski pułkownik Gintaras Bagdonas, były dyrektor wywiadu w sztabie wojskowym Unii Europejskiej, powiedział litewskiemu nadawcy LRT: „To, co tam napisano, to bzdura. Nie znam celów tej gry wojennej – być może są zbyt polityczne, mają na celu pokazanie zagrożenia lub edukowanie naszej opinii publicznej, obywateli Niemiec i innych krajów europejskich”." - relacjonowały estońskie media. Spora liczba artykułów wtórnie omawiających ten temat, które opublikowano zwłaszcza w prasie zachodniej, sugeruje też pewien interes medialny naszego przeciwnika. Wszak arsenał dostępnych środków, wciąż się rozszerza.

Tutaj pojawia się temat zaufania do NATO.
"Po pierwsze, w chwili obecnej nie da się przewidzieć, czy NATO przetrwa, czy sojusz transatlantycki będzie istniał w przyszłości, czy nie. Między członkami Sojuszu istnieje z pewnością ogromny deficyt zaufania. Faktem jest również, że amerykańska strategia bezpieczeństwa narodowego nie stawia NATO na pierwszym miejscu, podczas gdy dla Europy jest ono kluczowe. Dlatego to, co nazywamy „zmianą w NATO”, jest absolutnie konieczne. Istota tej „zmiany” polega na tym, że w strukturach dowodzenia, w finansowaniu, w personelu, w uzbrojeniu, w zdolności dostarczania partnerom znacznie większej ilości informacji wywiadowczych, a zwłaszcza w zdolności prowadzenia operacji wojskowych – Europa musi być coraz bardziej zdolna do niezależnego działania, niezależnie od Stanów Zjednoczonych. Musimy przyspieszyć ten proces. Ale w tej chwili NATO jest nam naprawdę potrzebne." - mówił były minister spraw zagranicznych Holandii, Bert Koenders, w czasie wizyty w Kijowie.

Znacznie więcej mojej uwagi niż tej "grze", poświęciłem konkretnym faktom i opiniom. "Pokój sprzed wojny na Ukrainie już nie powróci w swojej dawnej formie” – powiedział szef Estońskich Sił Zbrojnych, generał porucznik Andrus Merilo.(...) Dlatego, jego zdaniem, zmiany i zwiększanie zdolności w sektorze obrony są tak istotne. Od 2027 roku pobór do służby wojskowej będzie odbywał się według 12-miesięcznego modelu, a planuje się powołanie 4100 poborowych." - czytamy o estońskich założeniach. Według nich, obecne małe okręty zostaną zmodernizowane, kraj chce pozyskać cztery nowe jednostki, natomiast zakłada się ukończenie Bałtyckiej Linii Obronnej - wraz z 600 bunkrami zakupionymi razem z Łotwą - do końca 2027 roku. Teraz pytanie zasadnicze brzmi: czy wszyscy mamy tyle czasu?

Cały problem tkwi w kilku niuansach dyplomatycznych i nie tylko. Pierwszy to zaskakująca propozycja prezydenta Estonii i premier Łotwy, wyłonienia wspólnego kandydata UE celem udziału w negocjacjach w sprawie pokoju na Ukrainie. Jednak apel ten, mimo wywołania lokalnego zamieszania w Estonii, nie wywołał większych efektów międzynarodowych. Przecież nie od dziś wiadomo, że Rosja nie będzie rozmawiała w tej sprawie z Europą. "Rosyjski minister spraw zagranicznych zauważył, że Kreml nie jest zainteresowany stanowiskiem Ukrainy ani Unii Europejskiej z ich „jaskiniową rusofobią”. Kluczowe stanowisko dla Putina pozostaje wyłącznie stanowiskiem Stanów Zjednoczonych." - i to tyle na temat udziału Europy.

Jednak w mojej ocenie te bałtyckie propozycje pokazały, że cały czas pojawia się wątek tego, jakiego pokoju chcemy - jako państwa regionu, w tym wypadku narodów byłej I Rzeczpospolitej. Z polskiego i litewskiego punktu widzenia będzie to likwidacja migracyjnego i balonowego nacisku ze strony reżimu Łukaszenki na Białorusi, a przede wszystkim demilitaryzacja eksklawy królewieckiej. I tak, rzeczywiście, obecnie to brzmi nierealnie. Jednak byłoby mentalnością zniewoloną uważanie, iż nie możemy reagować podobnie na takie bezpośrednie nadgraniczne zagrożenie, jak USA w swoim czasie wobec Kuby czy Panamy. Tak się poważnie postrzega bezpieczeństwo narodowe. Z kolei dla Mołdawii, będzie to wycofanie rosyjskich wojsk z Naddniestrza i integracja kraju. Dla Estonii, to zapewne ratyfikacja traktatu granicznego z Rosją. To są wszystko elementy tej samej wojny.

Kończąc wątek, chcę też zwrócić uwagę na kolejne już podkręcenie atmosfery przez rosyjską dyplomację. Ubiegłotygodniowe zatrzymanie przez Estończyków statku płynącego do Petersburga, wywołało klasyczne już kremlowskie bicie piany. Natomiast nie jest wykluczone, że przed zbliżającym się ponownym spotkaniem Łukaszenki ze swoim suwerenem, może być zapowiedzią potencjalnej wcześniejszej prowokacji wokół ruchu statków.

"Zachodni "demokratyzatorzy" ponownie biorą na cel Białoruś. Według informacji, którymi dysponuje SWR, organizacje pozarządowe z krajów zachodnich - w tym stowarzyszenia, agencje i fundacje z USA, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Polski oraz innych państw europejskich - gromadzą siły i środki, by raz jeszcze spróbować zdestabilizować sytuację i doprowadzić do zmiany ustroju konstytucyjnego na Białorusi” - twierdzi rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego." - czytamy w przekazie propagandowym. Chwilę wcześniej, FSB dołączyła ze swoją porcją "rewelacji". "Lubamir Korba i Wiktor Wasin, zatrzymani w związku z próbą zamachu na generała GRU Aleksiejewa, przyznali się do winy, twierdzi FSB. Według FSB, Korba został zwerbowany przez SBU w sierpniu 2025 roku. Przeszedł szkolenie strzeleckie na poligonie w Kijowie. Rekrutacja, według FSB, odbyła się „przy wsparciu polskich służb specjalnych”.". Wszędzie ci Polacy, zmora władz na Kremlu od pół tysiąclecia.

Wspomnienie o kunktatorstwie generała Skrzyneckiego, powraca znów wielkim kołem historii. Nie można zwyciężyć, nie mając pełnej do tego woli. Uczymy się tego od dzieciństwa. A jednak, takie akcje, jak wizyta kierownictwa OBWE w Moskwie, pokazuje nie tylko brak woli, ale kryzys nie tylko tej organizacji międzynarodowej. A to wszystko jest paliwem dla przeciwnika. Brak konsekwencji, nieustanne wielodniowe debatowanie europejskich elit o tym co się powinno robić, a się tego nie czyni lub z premedytacją opóźnia - będzie moim zdaniem, ostro krytykowane za dekady.

Świat wszedł w okres polityki destrukcji - niszczenia, a nie ostrożnych reform i korygowania kursu. Najbardziej widocznym spośród tych, którzy obiecują uwolnić swój kraj od ograniczeń istniejącego porządku i odbudować silniejsze, prosperujące państwo, jest obecna administracja USA. W rezultacie międzynarodowy porządek pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych, stworzony po 1945 roku, obecnie się rozpada” - stwierdzono w raporcie Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, pod tytułem „W stanie rozpadu”.


opr. wł.
Wirtualna kawa za pomocą portalu suppi.pl:
Wspieraj nas na suppi.pl