Zdjęcie: Pixabay
29-08-2026 12:00
W dzielnicach mieszkaniowych stolicy Białorusi zaplanowano montaż 20 tysięcy kamer, a oficjalnym pretekstem dla stworzenia gigantycznej sieci monitoringu jest kontrola wywozu śmieci oraz stanu placów zabaw. Za deklarowaną troską o jakość usług komunalnych kryje się jednak dążenie reżimu Łukaszenki do całkowitego podporządkowania sobie społeczeństwa. Działania te wynikają z narastających obaw dyktatury przed potencjalnymi niepokojami społecznymi oraz ewentualnością przewrotu.
Projekt zakłada instalacje kamer w tysiącach bloków wielorodzinnych, skąd obraz ma trafiać bezpośrednio do jednego, centralnego ośrodka analitycznego. Pracownicy państwowego operatora Beltelecom przebadali już pod kątem technicznym ponad połowę mińskich budynków. Na elewacjach wyznaczane są po trzy punkty obserwacyjne skierowane na ciągi piesze, miejsca gromadzenia odpadów i place zabaw. Do końca roku liczba kamer w stolicy wzrośnie trzykrotnie z obecnego tysiąca urządzeń, a całe przedsięwzięcie ma zostać ukończone w ciągu dwóch lat. W planach jest również objęcie stałym dozorem dróg osiedlowych oraz terenów zielonych.
Przedstawiciele miejskiej administracji próbują prezentować instalację kamer jako zwykłe usprawnienie pracy służb porządkowych. Cyfrowy podgląd ma wyeliminować potrzebę wysyłania inspekcji w teren.
Warto zauważyć, że koncentracja wszystkich nagrań w jednym miejscu daje jednak aparatowi bezpieczeństwa narzędzie do inwigilacji obywateli bezpośrednio w miejscach ich zamieszkania. Przekazanie strumieni wideo do centrali pozwala na ciągłe śledzenie aktywności mieszkańców, identyfikację uczestników jakichkolwiek zgromadzeń oraz szybkiej neutralizacji zaczątków oporu. Przekształcenie zwykłych osiedli w strefy ciągłej obserwacji pokazuje, że miński reżim traktuje własne społeczeństwo jako stałe zagrożenie, stawiając prewencyjną kontrolę polityczną daleko ponad realne potrzeby komunalne.