Zdjęcie: Pixabay
30-07-2026 14:00
Jak podaje "Nasza Niwa", wyjaśniła się kwestia nagłośnionego przez reżim Łukaszenki powiadomienia polskich władz o rzekomej próbie zamachu wobec białoruskiej opozycjonistki. Białoruskie media rządowe oraz kanały propagandowe zarzuciły aktywiście Denisowi Daszkiewiczowi przygotowywanie zamachu na dzieci liderki białoruskiej opozycji Swiatłany Cichanouskiej.
Według wersji promowanej przez reżim, Daszkiewicz miał zaplanować atak we współpracy z Ukraińcami, aby zwrócić uwagę na swoje problemy, a następnie popełnić samobójstwo. Przedstawiciele Białorusi oświadczyli, że ostrzegli polskie władze przed rzekomo przygotowywanym na terytorium Polski aktem terrorystycznym.
Sam Daszkiewicz stanowczo zaprzecza, jakoby planował jakikolwiek zamach, choć przyznaje się do wysłania wiadomości o kontrowersyjnej treści. Po tym, jak polskie Urząd do Spraw Cudzoziemców na wniosek Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zainicjował procedurę pozbawienia go statusu uchodźcy, aktywista z powodu emocji napisał w prywatnym czacie pytanie, czy powinien „zaatakować dzieci Cichanouskiej”, by ktoś wreszcie zauważył jego trudną sytuację. Prawdopodobnie treść tych prywatnych rozmów przechwyciły białoruskie służby, które wykorzystały ją do wywołania zamieszania. Mężczyzna został już przesłuchany przez funkcjonariuszy ABW, którym udostępnił swoją korespondencję; po wyjaśnieniu sprawy nie został zatrzymany ani nie postawiono mu zarzutów.
Przedstawiciele Biura Swiatłany Cichanouskiej jednoznacznie określili całe zajście mianem prowokacji ze strony reżimu Łukaszenki. Zauważyli, że białoruskie służby regularnie wykorzystują trudne położenie uchodźców do zastraszania opozycji i wywierania nacisku na państwa udzielające im schronienia, dodając przy tym, że nie utrzymywali z Daszkiewiczem żadnych kontaktów. W tle sprawy pozostają dawne powiązania aktywisty – w przeszłości prowadził on portal, jednak w 2025 roku miał być nagabywany przez białoruskie organy do podjęcia współpracy szpiegowskiej w Polsce. Zgłoszenie tego faktu polskim służbom sprawiło, że sam znalazł się na liście osób mogących stwarzać zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, co bezpośrednio doprowadziło do odebrania mu statusu uchodźcy, od czego mężczyzna zamierza się odwoływać.