Zdjęcie: Pixabay
22-07-2026 10:53
Niewypłacalność w estońskim sektorze prywatnym staje się poważnym problemem systemowym. Szefowa Urzędu ds. Upadłości Signe Viimsalu skierowała apel do szefa rządu Kristena Michala o zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia gabinetu. Wskazała w nim, że rosnąca liczba firm nieposiadających żadnego majątku oraz unikanie zobowiązań podkopuje stabilność ekonomiczną kraju i tworzy bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnętrznego państwa.
Głównym ciężarem dla gospodarki są spółki pozbawione jakichkolwiek aktywów, z których wierzyciele nie mogą wyegzekwować należności. Taka sytuacja generuje straty rzędu kilkudziesięciu milionów euro rocznie, a koszty poniesione z tytułu świadczeń pracowniczych ponosi państwowy fundusz bezrobocia. Ponadto wysokie opłaty sądowe i kaucje na poczet tymczasowych zarządców powstrzymują poszkodowanych przed składaniem wniosków o upadłość, co dodatkowo ukrywa faktyczny stan finansowy przedsiębiorstw.
"Szeroko pojęta niewypłacalność może wywołać niepewność gospodarczą, społeczną oraz instytucjonalną" – ostrzegła Signe Viimsalu. Z danych urzędu wynika, że skala ukrytego zadłużenia w estońskim biznesie sięga blisko 18 miliardów euro, co w połączeniu z masowym unikaniem składania sprawozdań finansowych uderza bezpośrednio w budżet państwa. Kancelaria rządu poinformowała, że wniosek urzędu znajduje się obecnie na etapie analizy.