Zdjęcie: Flickr
07-10-2026 08:07
W odpowiedzi na rosnącą agresję przemytników i rosnący napór migracyjny łotewski rząd zdecydował o przedłużeniu do końca roku operacji „Wilkołak” (Vilkatis). Działania wojska, policji oraz służb bezpieczeństwa mają stanowić barierę przed presją ze strony służb reżimu Łukaszenki, która w ostatnich dniach przybrała formę otwartych gróźb wobec żołnierzy i prowokacji.
Do najpoważniejszego starcia doszło w tym tygodniu, gdy zamaskowani i uzbrojeni przewodnicy próbowali siłą przepędzić na Łotwę grupę 20 cudzoziemców. Napastnicy zachowywali się skrajnie prowokacyjnie, wykrzykując groźby pod adresem łotewskich patroli. Kilka godzin później inna grupa sprawców przekroczyła linię graniczną, zniszczyła szafę rozdzielczą, ukradła dwie kamery monitoringu i zbiegła z powrotem na Białoruś. „Białoruś powinna zrozumieć, że takie przypadki mogą doprowadzić do poważniejszych konsekwencji dla niej samej” – ostrzegł Jānis Dombrava, łotewski minister spraw wewnętrznych.
Z kolei Guntis Pujāts, komendant łotewskiej straży granicznej, ocenił, że kradzieży sprzętu mogli dokonać członkowie zorganizowanych grup przestępczych, korzystający z parasola ochronnego służb Łukaszenki. Szef formacji zauważył również zmianę w taktyce intruzów, którzy obecnie o połowę rzadziej forsują barierę, a znacznie częściej uderzają w zaplecze technologiczne.
Rozpoczęta w sierpniu operacja „Wilkołak” przynosi efekty, ograniczając skalę nielegalnych przekroczeń granicy. O ile w lipcu powstrzymano 2240 migrantów, o tyle w sierpniu liczba ta spadła do 1375, a we wrześniu wyniosła 1243. W trakcie uderzenia w siatki przerzutowe łotewskie służby zlikwidowały także dwa tunele. Resort obrony nie ma jednak złudzeń co do intencji wschodniego sąsiada. „Wątpliwe, by Białoruś przestała wykorzystywać nielegalną imigrację jako broń przeciwko nam, przeciwko Łotwie, przeciwko Europie. I ta nielegalna imigracja będzie trwać. Pytanie brzmi, jak skutecznie sobie z nią radzimy” – zaznaczył Raivis Melnis, minister obrony. Docelowo straż graniczna ma rozbudować własne kadry i sprzęt, opierając system nadzoru na dronach i czujnikach, tak aby w przyszłości wsparcie armii miało charakter wyłącznie pomocniczy.
Kryzys migracyjny uderza rykoszetem również w Estonię, traktowaną przez obcokrajowców jako kraj tranzytowy do państw nordyckich. Tylko w ubiegłym tygodniu estońska policja zatrzymała tam 41 osób, wśród których dominowali obywatele Somalii, Etiopii, Indii, Pakistanu i Bangladeszu. W odpowiedzi na falę przerzutów funkcjonariusze wzmocnili kontrole drogowe na południu kraju, zaczęli legitymować pasażerów pociągów przyjeżdżających z Łotwy i zaapelowali do firm transportowych oraz obsługi hoteli o pilne zgłaszanie wszystkich podejrzanych sytuacji.