Zdjęcie: Wikipedia
26-04-2026 10:00
Kwiecień 2026 roku. Przez ten czas katastrofa w Czarnobylu zdążyła obrosnąć tomami raportów naukowych, setkami godzin kronik filmowych i, niestety, dziesiątkami wygodnych mitów. Jednak w środowisku profesjonalistów istnieją nazwiska, których głos w dyskusji o bezpieczeństwie ma wagę absolutną. Wśród nich jest Mykoła Steinberg – inżynier, który przeszedł drogę od „narodzin” Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej po udział w usuwaniu skutków katastrofy, która wstrząsnęła całym światem.
W tym wywiadzie porozmawiamy o okresie przed i po katastrofie w Czarnobylu, o „wygodnej prawdzie” na temat błędów personelu i tej „niewygodnej” dotyczącej radzieckiego projektu atomowego. Zapytamy również o nową książkę Mykoły Steinberga „Nasza długa droga do kwietnia”. Wywiad został przygotowany przez SSTC NRS (Państwowe Naukowo-Techniczne Centrum Bezpieczeństwa Jądrowego i Radiacyjnego) wspólnie z redakcją Uatom.org w ramach cyklu wydarzeń z okazji 40 rocznicy katastrofy w Czarnobylu.
– W tym roku obchodzimy 40. rocznicę katastrofy w Czarnobylu, jednak pan pracował w elektrowni jeszcze przed awarią (do 1983 roku), przechodząc drogę od starszego inżyniera do kierownika wydziału. Jak zapamiętał pan tę pracę przed wypadkiem?
Pracę w Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej rozpocząłem na początku kwietnia 1971 roku. Bezpośrednio na placu budowy. Wtedy nie było ani elektrowni, ani miasta. Tylko las, rzeka, bagna i sarny (lub podobne zwierzęta), które przebiegały przez ścieżkę, gdy szło się do pracy. Wszystko rodziło się od zera: i zespół, i budynki, i przyszła elektrownia.
Link do całości w źródle