Zdjęcie: president.md
30-09-2026 08:34
Wczoraj do mołdawskiego parlamentu trafił wniosek o zawieszenie w obowiązkach prezydent Mai Sandu. Dokument, pod którym podpisało się 46 deputowanych, stanowi wspólną inicjatywę prorosyjskiej opozycji oraz ugrupowań deklarujących proeuropejskość. Chociaż zebrana liczba podpisów pozwala na formalne uruchomienie procedury, przeciwnicy głowy państwa nie dysponują wystarczającą liczbą głosów, by faktycznie pozbawić ją urzędu. O wniosku oficjalnie poinformował były premier Ion Chicu.
Inicjatorzy wniosku zarzucają prezydent łamanie konstytucji oraz przekraczanie swoich uprawnień. Politycy opozycji winią również obecną administrację za niezwykle trudną sytuację społeczno-gospodarczą kraju. „Potępiamy sposób zarządzania państwem przez obecną władzę poprzez naruszanie zasady podziału władz i arbitralne przywłaszczanie sobie przez prezydent Mołdawii uprawnień innych gałęzi władzy państwowej” – oświadczył Ion Chicu.
Poszczególni przedstawiciele opozycji wysuwają własne argumenty uzasadniające żądanie dymisji. Gaik Vartanean, reprezentujący w izbie alternatywny klub poselski, uznał wniosek za naturalny krok, powszechny w cywilizowanych krajach w przypadku posiadania odpowiednich dowodów. Z kolei na problem rosnących kosztów utrzymania przed nadchodzącym sezonem grzewczym zwróciła uwagę Valentina Meșină. „Ludzie są zdesperowani, marzną w przededniu zimy. Naród cierpi, dlatego byłoby dobrze, gdyby Maia Sandu stanęła przed obywatelami i szczerze przyznała, że Mołdawia upadła jako państwo. Ponieważ wiemy, że tego nie zrobi, jesteśmy tutaj, aby żądać jej dymisji” – przekonywała posłanka. Alexandru Berlinschi z Naszej Partii oskarżył natomiast najwyższych urzędników państwowych o nierespektowanie zasady równości obywateli wobec prawa.
Obóz rządzący kategorycznie odrzuca te oskarżenia, traktując działania opozycji jako wykonanie poleceń Moskwy. Przewodniczący parlamentu i lider partii PAS Igor Grosu ocenił, że przeciwnicy polityczni realizują wytyczne Kremla, mające na celu zablokowanie integracji europejskiej i wywołanie paraliżu decyzyjnego w Kiszyniowie. Szef izby wytknął liderom opozycyjnych formacji – takim jak Vladimir Voronin, Igor Dodon, Ion Ceban czy Renato Usatîi – że uniknęli osobistego wystąpienia przed mediami, wysyłając na konferencję podwładnych. „Połączyli się, by usunąć prezydent Maię Sandu. Ciekawe, że nie wyszli nawet liderzy tych partii. Może jest to rozkaz z góry i sami nie chcą się z nim kojarzyć” – ironizował Grosu. Przypomniał on również, że niektórzy autorzy wniosku współpracowali w przeszłości z rosyjskimi służbami bezpieczeństwa i zamierzali obciążyć obywateli gigantycznym zadłużeniem separatystycznego Naddniestrza za gaz.
Władze centralne przypominają o mocnym mandacie społecznym. Biuro prezydenta wydało oświadczenie przypominające, że Maia Sandu otrzymała głosy ponad 930 000 obywateli, którzy opowiedzieli się za utrzymaniem pokoju, bezpieczeństwem i prozachodnim kursem rozwoju. „Prezydent Maia Sandu będzie nadal sprawować powierzony jej przez obywateli mandat, w tym chronić porządek konstytucyjny, demokrację i wolność wszystkich” – poinformowali oficjalnie przedstawiciele kancelarii. Sama głowa państwa już wcześniej publicznie oceniała działania swoich oponentów jako inicjatywy realizowane wyłącznie w interesie Moskwy.
Z konstytucyjnego punktu widzenia procedura usunięcia prezydenta Mołdawii jest skomplikowana i wymaga szerokiego konsensusu. Zgodnie z artykułem 89 ustawy zasadniczej wniosek musi poprzeć minimum 34 ze 101 posłów, co opozycja bez trudu osiągnęła, zbierając 46 podpisów. Dokument trafia teraz pod obrady, a prezydent zyskuje prawo do zaprezentowania przed izbą własnych wyjaśnień. Do faktycznego zawieszenia w obowiązkach niezbędne jest jednak poparcie 67 deputowanych. Obecnie podzielona opozycja nie dysponuje taką większością, a dopiero w przypadku pomyślnego głosowania w parlamencie, w ciągu 30 dni od podjęcia uchwały musiałoby się odbyć ogólnokrajowe referendum zatwierdzające dymisję szefa państwa.