Zdjęcie: Wikipedia
23-09-2026 12:09
Stany Zjednoczone skierują w listopadzie nowy kontyngent wojskowy nie tylko na Litwę, ale również do Estonii, utrzymując ciągłość rotacyjnej obecności sił sojuszniczych na wschodniej flance NATO. O decyzji Waszyngtonu poinformowali minister spraw zagranicznych Estonii Margus Tsahkna oraz minister obrony Martin Herem. Nowo przybyła jednostka ma dorównywać liczebnością i zdolnościami bojowymi pododdziałowi, który zakończył swoją misję w tym regionie wiosną. Pociągnięcie to stanowi kluczowy element obrony i potwierdza jedność sojuszników w obliczu wyzwań geopolitycznych.
Przyjazd nowych oddziałów następuje po wycofaniu większości amerykańskich sił na początku lata, co budziło dyskusje o przyszłości obecności wojsk USA w regionie. Waszyngton przekazał jednak stronie estońskiej, że rotacja będzie kontynuowana, niezależnie od prowadzonego obecnie przeglądu rozmieszczenia sił w Europie. Estonia zadeklarowała pokrycie niezbędnych kosztów stacjonowania partnerów, przeznaczając na cele obronne aż 5,4% PKB rocznie. „Stany Zjednoczone poinformowały nas, że w wyniku przeglądu rotacji ich wojska pozostaną w Estonii, co jest bardzo pozytywną wiadomością” – zaznaczył Margus Tsahkna, szef estońskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Warto przy tym zauważyć, że przedstawiciele estońskiej dyplomacji odnieśli się do narastających w mediach doniesień o rzekomo bliskim ataku Rosji na państwa bałtyckie i NATO. Sekretarz generalny resortu spraw zagranicznych Jonatan Vseviov jednoznacznie ocenił te spekulacje jako bezpodstawne i wyolbrzymione. Jako przykłady kreowania nastrojów paniki podał rozdmuchane doniesienia o działaniach po rosyjskiej stronie rzeki Narwy czy nieprawdziwe pogłoski o przygotowaniach do ewakuacji mieszkańców Wilna do Polski. Wskazał, że choć Rosja pozostaje długofalowym zagrożeniem strategicznym, jej obecnym priorytetem jest wojna na Ukrainie oraz próby wywołania podziałów na Zachodzie.
Estoński resort spraw zagranicznych zaapelował o zachowanie spokoju i rozsądku zamiast ulegania paraliżującemu strachowi. Dyplomata zapewnił, że sytuacja za granicą jest stale obserwowana, a państwa członkowskie skupiają się na praktycznym podnoszeniu gotowości bojowej. „Nie ma absolutnie żadnych powodów do twierdzenia, że Rosja zamierza w najbliższym czasie przeprowadzić atak wojskowy na NATO, Estonię czy państwa bałtyckie” – oświadczył Vseviov. Zauważył przy tym, że niedawne wybory w Rosji, choć dalekie od standardów demokratycznych, ujawniły spore napięcie na Kremlu i obawy o trwałość reżimu opartego na sile.