Zdjęcie: Pixabay
02-10-2026 09:52
Rząd Mołdawii zapowiedział zmianę mapy administracyjnej kraju, która wejdzie w życie po wyborach samorządowych w 2027 roku. Zamiast dotychczasowych 32 rejonów powstaną trzy duże regiony oznaczone jako Północ, Centrum i Południe. Zmiany obejmą również cięcia na najniższym szczeblu, gdzie liczba urzędów spadnie z blisko 900 do zaledwie 292.
Nowy podział omija obszary o specjalnym statusie. Kiszyniów oraz Bielce zachowają rangę samodzielnych miast, Gagauzja utrzyma swoją autonomię, a Taraklia zostanie przekształcona w gminę miejską drugiego stopnia. Siedzibami nowych makroregionów będą odpowiednio Bielce dla 11 rejonów północnych, Kiszyniów dla 13 centralnych oraz Kaguł dla 7 południowych. Zamiast zajmować się codziennym zarządzaniem, nowe regiony skupią się na przyciąganiu inwestycji i koordynowaniu dużych projektów drogowych, wodociągowych czy środowiskowych, co ma kluczowe znaczenie w kontekście zapowiadanego europejskiego wsparcia finansowego w wysokości 1,8 miliarda euro. „Nie chcemy zastępować 32 rejonów trzema gigantycznymi regionami, region nie będzie kierował urzędem, ale pomoże mu robić rzeczy, których ten nie może zrobić sam” – wyjaśnił premier Tofan.
Reforma wymusi jednak znaczne odchudzenie aparatu urzędniczego. Sekretarz generalny rządu Alexei Buzu zapowiedział stworzenie wąskiego grona profesjonalistów w miejsce dotychczasowej warstwy pośredników. Rząd uspokaja jednocześnie obawy o masowe zwolnienia, przypominając, że połowa obecnych pracowników osiągnęła już wiek emerytalny. „Nie oznacza to, że będziemy zwalniać ludzi, chcemy państwa z mniejszymi, ale silniejszymi i bardziej produktywnymi zespołami” – zadeklarował szef rządu.
Przemodelowanie dotknie również finansów i ordynacji wyborczej. Ogromne budżety znoszonych jednostek, które tylko w 2025 roku pochłonęły 9 miliardów lei, zostaną rozdzielone pomiędzy lokalne urzędy proporcjonalnie do przejmowanych przez nie nowych obowiązków. Obywatele odczują zmiany podczas kolejnego cyklu wyborczego, gdy otrzymają trzy karty do głosowania, wybierając burmistrza, radnych lokalnych oraz radnych regionalnych. Ci ostatni, podobnie jak w obecnym systemie, wskażą następnie ze swojego grona przewodniczącego danego makroregionu.
Rządowa wizja budzi jednak poważne wątpliwości ekspertów. Socjolog Aleksandr Makuchin krytykuje opieranie nowych granic na starych podziałach, co powoduje geograficzny chaos i sztuczne odrywanie niektórych miejscowości od ich naturalnych ośrodków ciążenia. Analityk uważa za nielogiczne lokowanie stolic regionów w miastach, które formalnie nie podlegają ich jurysdykcji. Zastrzeżenia budzi też zbyt niski próg wielkości nowych gmin ustalony na 3000 mieszkańców, co w dobie kryzysu demograficznego szybko doprowadzi do powstania samorządów słabych pod względem finansowym. Największym błędem politycznym według eksperta jest całkowite przemilczenie w planach Naddniestrza, co może zostać łatwo wykorzystane przez tamtejszą machinę propagandową do budowania narracji o ostatecznym podziale państwa.