Zdjęcie: EDF
26-03-2026 08:10
Masowy atak dronów przeprowadzony przez Ukrainę w pobliżu estońskiej granicy ujawnił ograniczenia systemów obrony powietrznej oraz specyfikę reagowania w warunkach pokoju. W nocy ze środy na czwartek wysłano w kierunku rosyjskich celów około stu bezzałogowców w trzech falach, co według dowódcy estońskich sił zbrojnych było największą operacją tego typu obserwowaną dotąd w bezpośrednim sąsiedztwie kraju. Część maszyn naruszyła estońską przestrzeń powietrzną, wykonując przy tym nietypowe manewry, które mogły mieć charakter zmyłki.
Jednym z incydentów było uderzenie drona w komin w Auvere, położonym zaledwie około dwóch kilometrów od granicy z Rosją. Według dowódcy estońskich sił powietrznych Riivo Valge najbardziej prawdopodobne jest, że był to zabłąkany ukraiński dron, który przypadkowo trafił w obiekt. Jak podkreślił, „najbardziej prawdopodobna wersja zakłada, że był to błądzący dron, który zupełnie przypadkowo uderzył w komin”. Ostateczne ustalenia mają przynieść analizy szczątków maszyny.
Estońskie wojsko nie zdecydowało się na zestrzelenie obiektu, ponieważ znajdował się on bardzo blisko granicy z Rosją, a czas reakcji był skrajnie krótki. Dron pokonał odległość ponad dwóch kilometrów w około dwie minuty, co w praktyce uniemożliwiło skuteczną interwencję. Dodatkowo obowiązujące w czasie pokoju ograniczenia wykluczają działania, które mogłyby zostać odebrane jako eskalacja, zwłaszcza w kierunku Rosji. „Nie możemy w żadnym wypadku strzelać w stronę Rosji, ryzykując niezamierzoną eskalację” – zaznaczył Andrus Merilo, dowódca sił zbrojnych.
Zarówno Valge, jak i dowódca armii Andrus Merilo zwracają uwagę, że Ukraina nie przekazuje Estonii szczegółów swoich planów operacyjnych ani nie koordynuje takich działań, ponieważ kraj nie jest bezpośrednią stroną konfliktu. W związku z tym podobne incydenty mogą pojawiać się bez wcześniejszego ostrzeżenia. Merilo wskazał, że użycie dużej liczby dronów ma na celu przeciążenie obrony powietrznej, co pozwala części z nich dotrzeć do celu.
Eksperci wojskowi podkreślają, że nawet najbardziej zaawansowane systemy nie gwarantują pełnej ochrony. „Nie istnieje technologia, która stworzy całkowicie szczelną tarczę nad krajem” – powiedział Merilo, dodając, że zestrzelone obiekty również stanowią zagrożenie, ponieważ spadają na ziemię. W jego ocenie w razie konfliktu zbrojnego infrastruktura tak blisko położona przy granicy, jak elektrownia w Auvere, byłaby praktycznie niemożliwa do obrony.
Estońskie siły zbrojne zapowiadają jednak dalsze wzmacnianie zdolności przeciwdziałania dronom oraz przygotowania na podobne sytuacje. System obrony powietrznej ma być rozwijany poprzez nowe zakupy i wdrażanie planów modernizacyjnych, choć – jak zaznaczono – wiele rozwiązań dostępnych na rynku wciąż nie zostało sprawdzonych w realnych warunkach bojowych.