Zdjęcie: Wikipedia
16-10-2026 08:53
Szef estońskiego resortu obrony Martin Herem zapowiedział, że jego kraj rozważa zakup lekkich odrzutowców bojowych, które stanowiłyby najskuteczniejszy środek do przechwytywania celów poruszających się z prędkością przekraczającą 400 km/h. Z takimi prędkościami operują najnowsze, rosyjskie drony. Choć nie zapadły jeszcze wiążące decyzje zakupowe ani nie określono harmonogramu, pomysł ten opiera się na doświadczeniach Ukrainy, gdzie odsetek zestrzelonych dronów tego typu wzrósł w ostatnich miesiącach z 40 do 60%.
Koncepcja zakupu samolotów bojowych wyróżnia Estonię na tle pozostałych państw bałtyckich. Żadne z nich nie posiada obecnie własnych myśliwców, polegając w kwestii ochrony przestrzeni powietrznej na rotacyjnych misjach NATO. Wykorzystywanie ciężkich myśliwców sojuszniczych do niszczenia małych bezzałogowców jest jednak w ocenie analityków Sojuszu nieefektywne i niezwykle kosztowne, co skłania sąsiadów do szukania alternatyw.
Łotwa oraz Litwa stawiają na tańsze, lądowe i powietrzne systemy przeciwdziałania dronom. Władze łotewskie analizują możliwość wykorzystania lekkich samolotów turbośmigłowych A-29 Super Tucano oraz wdrażają na wschodniej granicy własne drony przechwytujące zintegrowane z radarami. Z kolei Wilno zdecydowało się na uproszczoną procedurę zakupową testowych partii radarów oraz systemów akustycznych sprawdzonych na froncie w Ukrainie.
Estonia, oprócz ewentualnego zakupu nowych odrzutowców, bierze pod uwagę równoległe inwestycje w skomputeryzowane działa, ciężkie karabiny maszynowe oraz drony przechwytujące. Trzonem sił powietrznych tego kraju pozostają obecnie dwa dzierżawione cywilne samoloty szkolne L-39 Albatros, których status prawny i warunki umowy utrudniają ewentualne uzbrojenie.