Wiadomości

Sprawa Kotaua: Warszawa nie będzie prowadzić śledztwa

Zdjęcie: Pixabay

Sprawa Kotaua: Warszawa nie będzie prowadzić śledztwa

Dodał: Andrzej Widera

26-08-2026 14:17

Warszawska prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie tajemniczego zniknięcia Anatola Kotaua, byłego białoruskiego dyplomaty i opozycjonisty, który w sierpniu ubiegłego roku wylądował w Turcji i ślad po nim zaginął. Choć polscy śledczy powołują się na brak formalnej jurysdykcji, z ustaleń międzynarodowych dziennikarzy śledczych wyłania się obraz skomplikowanej operacji morskiej z udziałem rosyjskiej straży granicznej podległej FSB.

Kotau, skazany zaocznie na Białorusi na 12 lat więzienia za działalność opozycyjną, odleciał z Polski do Stambułu, posługując się białoruskim  paszportem. Następnie udał się na północny wschód Turcji, gdzie w Trapezuncie wszedł na pokład prywatnego jachtu zmierzającego w stronę Rosji. Jak wynika z ustaleń dziennikarzy śledczych z BRC, DW oraz OCCRP, u wybrzeży Abchazji do jednostki podpłynął rosyjski okręt wojenny. Funkcjonariusze FSB weszli na pokład pod pretekstem rzekomego ataku ze strony Białorusina, uwięzili go, a kapitanowi nakazali wykreślenie jego nazwiska z listy pasażerów. Od tamtej pory los mężczyzny pozostaje nieznany.

Strona polska nie zamierza prowadzić formalnych czynności w tej sprawie. „Osoba, której dotyczy zawiadomienie, nie posiada polskiego obywatelstwa, działania wobec niej nie przebiegały w granicach Rzeczypospolitej Polskiej i brak jest przesłanek świadczących o udziale obywateli polskich w ewentualnym przestępstwie” – poinformował Piotr Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Jednocześnie dziennik „Rzeczpospolita”, powołując się na własne źródła, podał, że wśród polskich służb rozważana jest hipoteza agenturalnej przeszłości Kotaua. Według tej wersji mógł on współpracować z białoruskim wywiadem w celu infiltracji środowisk niepodległościowych, a ostatecznie został wycofany z operacji.

Hipotezie o dobrowolnym powrocie i współpracy z reżimem zaprzeczają przedstawiciele Białoruskiego Centrum Śledczego, wskazując na niepublikowane dotąd dowody świadczące o przymusowym charakterze zniknięcia. Na ryzykowne działania Kotaua uwagę zwracają natomiast koledzy z ruchu opozycyjnego. „Przez te wszystkie lata próbował nawiązać kontakt z przedstawicielami elit w Mińsku, dążąc do rozwiązania białoruskiego problemu za ich pośrednictwem. Sądzę, że wszedł zbyt głęboko w te relacje i wpadł w pułapkę służb specjalnych” – skomentował Paweł Łatuszka, szef Narodowego Zarządu Antykryzysowego.

Szeroki kontekst sprawy podkreślają dawni współpracownicy Kotaua z Białoruskiego Funduszu Solidarności Sportowej, w tym Alaksandr Apiejkin. Wskazują oni na jego wieloletnie powiązania z biznesem, dyplomacją oraz ludźmi aparatu państwowego. Ich zdaniem kluczem do zagadki nie musi być wyłącznie polityczna prowokacja, lecz także spór komercyjny, konflikt finansowy lub prywatne porachunki. W ocenie środowiska opozycyjnego decyzja o uwięzieniu Kotaua mogła zapaść spontanicznie, a sam poszkodowany przebywa obecnie w rosyjskim więzieniu lub nie żyje, gdyż w przypadku przewiezienia go na Białoruś tamtejszy reżim bez wątpienia wykorzystałby ten fakt do celów propagandowych.


Źródło
Wirtualna kawa za pomocą portalu suppi.pl:
Wspieraj nas na suppi.pl
Aby dostarczać Państwu rzetelne informacje zawsze staramy się je sprawdzać w kilku źródłach. Mimo to, w dzisiejszych trudnych czasach dla prawdziwych wiadomości, apelujemy, aby zawsze do każdej takiej informacji podchodzić krytycznie i z rozsądkiem, a takze sprawdzać na własną rękę. W razie zauważonych błędów prosimy o przysłanie informacji zwrotnych na adres email redakcji.